Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Wielki świat małego miasteczka 01.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
( 142 )

wzdychać, spoglądać w niebo, a raczej na sufit i udawać wielce strapioną.
W innym czasie i miejscu, byłbym się sam uśmiał chętnie z tego kuglarstwa, ale było tam wówczas o czém inném myśleć nie o śmiéchu. Sam jeden, w ciemnym pokoju, z panną Burmistrzówną! a nużby mię kto zastał w tém towarzystwie. Ta myśl trapiła mię tak bardzo, żem udając śpiącego spotniał cały z niecierpliwości. Prosiłem w duchu Pana Boga, żeby ta panna była łaskawa odejść, ale niewinne to stworzenie, bezbronne a jednak nie lękające się niczego, jak siedziało, tak siedziało! Wie-