Strona:Józef Ignacy Kraszewski - W starym piecu.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



Tempora mutantur. Czytając stare dzieje rodzin naszych, przeglądając herbarze i spisy wysokich dygnitarzy, nieustannie się spotyka wzmianki o rodach skoligaconych z najpierwszymi domami, rozległe niegdyś posiadających majętności, o których dziś zupełnie głucho. Z tych wyżyn na których stały, pospadały one gdzieś w ciemne głębie albo całkiem znikły. Rzadko której rodzinie udało się przez kilka wieków zachować zdobytą świetność. Przypadkowa częstokroć ruina majątkowa, ciągnęła za sobą odosobnienie, zapomnienie i powolne zstępowanie po szczeblach aż tam, gdzie już nic nie widać.
Najmożniejsze familie XVI wieku dziś są tylko historycznie znane, choć nie wszystkie wygasły, a z tych które dziś stoją w górze, niewiele świetnością w XVI wieku pochlubić się może.
Fortuna kołem się toczy, mawiali starzy, a my w naszych studyach i opowiadaniach powtarzać często musimy, bo z faktami spotykamy się ciągle, i one się nam przypominają nieustannie.
Potomków tych rodzin zapomnianych przychodzi nam ciągle malować, zapadłych w różne warstwy społeczne. Nie można wziąć nam za złe iż się to odbija w studyach obyczajowych, co w życiu długiem widy-