Strona:Józef Ignacy Kraszewski - W starym piecu.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wało się niemal codziennie. Pamiętamy książątko które w piecu paliło u arendarza, potomka starożytnej rodziny, który nam buty czyścił za czasów akademickich[1], a prawnuki magnatów w siermięgach niejeden raz widzieliśmy z widłami chodzące około nawozu. Za to miły, Boże, ileż żywiołów nowych weszło w to społeczeństwo, które się dawnych tak nielitościwie pozbyło!
Do tych rodzin niegdy popularnych, majętnych, przodujących szlachcie, należała familia Pampowskich, a miała i to szczęście, że jakiś faworyt piesek jednego z Pampowskich, swoim obyczajem, dziś już nam nieznanym, poszedł w przysłowie. Rej z Nagłowic w ucinkach swych, wspomina „pieska pana Pampowskiego.“ Znaleźć go można i w innych.
Paprocki mówi także o Pampowskich, domu wielce możnym i zasłużonym w Rzeczypospolitej (w W. Polsce). Używali oni herbu Gozdawa, nagrobek we Środzie, bodaj do dziś dnia istniejący, sławi Ambrożego, wojewodę sieradzkiego.
A dziś, gdyby nie Jan Albert Gozdawa Pampowski ostatni pono potomek rodu tego, którego zaszczycałem się przyjaźnią, nie wiem czyby kto mógł drugiego z tej krwi gdzie znaleźć.

Jan Albert, z innych wcale względów, nie jako ostatni z rodu sławnego, godzien jest pamięci; była to postać oryginalna, a łatwiej o przodków niż o wybitną indywidualność, któraby na studyum zasługiwała. Mógł nawet mój Pampowski dla innych, powierzchownie i lekko sądzących o ludziach, wydawać się pospolitym, ja tego nie powiem o nim. Są indywidua z taką potęgą w sobie wyrażające pewne typy, iż choćby prototyp nie miał wielkiego w charakterystyce człowieka znaczenia, oni je jako doskonałe

  1. Nomina sunt odiosa — ale moglibyśmy je wypisać.  (Przyp. Autora).