Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Stary sługa tom I.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   31   —

gawędka, karty, polowanie najmilsze zajęcie, obowiązek sie spełnia od niechcenia, dla oka, wyręczając drugimi; a uchowaj Boże wymówki, harda odpowiedź gotowa na ustach. Gdybyć tylko odpowiedź! często najpodlejszą zemstą wypłaca się odprawiony dawnemu panu, nie patrząc wcale środków, jakiemi jej dopnie.
Pan Boikowski był właśnie ekonomem tego rodzaju; służył on w przekonaniu, że to nie potrwa długo, że nakradnie tyle, ile mu będzie potrzeba na dzierżawę, a z niej przejdzie na dziedzictwo; i szanując w sobie przyszłego obywatela, wcześnie uczył się grać jego rolę.
— A! pana Boikowskiego? jak mi się pan miewa? — powitał go Kalanka na krok postępując przeciwko niemu.
Ekonom uśmiechnął się, zdjął czapkę i dosyć poufale odparł:
— Do nóg upadam pańskich! do nóg upadam! Pan dobrodziej zapewne z miasteczka?
Żyd na obu wejrzawszy, dziwną zrobił minę i cofnął się chmurny aż do alkierza.
W izbie tymczasem ciągnęła się dalej rozmowa:
— Jakże się cieszę, żeśmy się tu spotkali — rzekł Kalanka; — pytałem się Juchima właśnie, czy tu nie bywasz, tylko cośmy o tem mówili, ażeś się zjawił, chwała Bogu!
— Jeśli Juchim nie obiecywał mnie, to nie bez przyczyny — odparł ekonom — albo to mnie można odjechać? Wszystko tam na mojej głowie: zajęcia bez miary, cały majątek na mnie, gospodarstwo, interesa... ledwie temu rady dać mogę. Człowiek ledwie ma czas odetchnąć. A nie zawadziłoby i do Juchima zajrzeć, bo i tu porządku nie ma!
Juchim słysząc to z progu alkierza, ramieniem rzucił,