Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Sekret pana Czuryły.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Szczepanowej, która się chciała usznurować, gorset pękał z pośpiechu. Staruszek Jarmużce zadysponował już letni kontusz wojewódzki, gdy, nim zdążył go włożyć, książe się zjawił sam w jego pokoju. Podbiegł do starego, zaklinając go, aby pozostał jak był, i aby z nim, jako z krewnym żadnych ceremonij nie czyniono. Podkomorzy zapomniał w tej chwili, jaki nieład mogła mu ta wizyta zrobić, wśród jego rupieci; kazał podać krzesło z salki, posadził gościa i tu poufale rozpoczęła się rozmowa.
Książe był w złotym humorze, choć z rozmowy nie można było odgadnąć, co go tak uszczęśliwiało, gdyż, jak sam mówił, w dobrach zastał nieład największy, szkody ogromne, pozaciągane długi, nadużycia krzyczące i niemal ruinę. Ale — z tą lekkomyślnością pańską, do jakiej u nas wszyscy nawykli, wcale się nie zdawał o to troszczyć, spodziewając się wszystkiemu zaradzić. Podkomorzy od bardzo dawnego czasu nie będąc z ciotecznym w stosunkach żadnych, o rodzinie jego nie wiedział nic, a i pytać nie śmiał, bo zdala dochodziły go różne głuche wieści, które się dawały domyślać, że książe nie był bardzo szczęśliwym w domowem pożyciu. Jednakże, gdy się rozhowor przedłużał, bo p. Szczepanowa ciągle się jeszcze sznurowała, a młody Podkomorzy z pola nie przybywał, — sam książe naprowadził gawędę, na stosunki swe familijne.
— Ty, mój kochany bracie — bo tak nazywał Podkomorzego, naprzemiany go tytułując kuzynem też, ty, kochany p. Kazimierzu, przynajmniej szczęśliwym jesteś z dziećmi, masz syna ożenionego, cieszysz się wnukami, a ja....
Podkomorzy zmilczał; książe głową potrząsał.