Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Sekret pana Czuryły.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


śmy wszyscy, że się w ziemię zapadniemy, jak zaczęła prawić.
— A, summa summarum — co powiesz na to — szalone babsko, a litość bierze patrzeć i słuchać — bo to nieszczęśliwa kobieta.
— Wyspowiadała się nam z całego życia, ale tak — mówię ci — bez ogródki — że uszy więdły. — Długoby o tem było prawić — dosyć, że trzeci mąż, którego ma, stary Wojewoda, tak ją nudzi, iż z nim żyć nie może. Więc tu na wieś uciekła. Myśli — polować na zające! Jak Boga kocham! Powiada, że myśliwa! Plecie i bredzi aż strach. Conajgorsza, że, jak sama powiada — nawykła do zbytków, a tu po nieboszczyku księciu... pono... nierozchodźcie się... niewiada co zostało, oprócz długów.
Wystaw sobie — prosiła mnie o człowieka do interesów! Gdzie tu jej znaleźć do interesów uczciwego i obrotnego człowieka? gdzie? Albo będzie osioł uczciwy, albo mądry a szelma, a takiego coby razem miał olej i sumienie!... ale ba! ale ba!
Grubo tak, po swojemu wyrażając się, prawił Podkomorzy, a Czuryło z wielką słuchał uwagą.
— Wszyscy my — dokończył Podkomorzy — pani Szczepanowa, ja, p. Szczepan uprzedzeni byliśmy przeciw niej, no — co powiesz — teraz nam wszystkim jej żal. Prawi nic do rzeczy, a w głosie jej dźwięczy taki jakiś ból, że za serce chwyta!
Mógł się stary wygadać jak chciał, bo Czuryło słuchający z wielką uwagą, ani słowem mu nie przerywał. Stał z głową spuszczoną, niedając znaku życia.
Gdy pokilkakroć już stary powtórzył: biedna kobieta, — i wrócił znowu do tego człowieka do in-