Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Rodzeństwo 01.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czterdziestka, bracia wszyscy byli pożenieni, rodzice mu ciągle przypominali, że i on o tem pomyśleć by powinien — on — odkładał, bo nie miał czasu.
Serce w nim spało.. Wybór żony dla niego łatwym nie był. Kalikst wymagał po swej przyszłej wiele i różnych przymiotów.. Nie szło mu o majątek, więcej o stosunki i spokój domowy. Ożenienie Bronisława, które go połączyło z bogatem mieszczaństwem, nie było mu do smaku Nie lubił ani kupców ani finansistów.
Juliana widział pod panowaniem żony, zawojowanego przez nią, i to mu się nie podobało. — Myśląc często o wyborze żony, pragnął dla siebie naprzód młodziuchnej i pięknej, do której by się mógł przywiązać, a potem gospodarnej i takiej, któraby mu się powodować dozwoliła. Chciał mieć pewną wyższość nad nią i być u siebie panem.
Szukać takiej, dobrze wychowanej, a skromnej dzieweczki — nie miał czasu.
Niewiedzieć, zkąd przychodziło mu na myśl, że wychowanka matki sierota, piękne, właśnie dorastające dziewczątko, mogłaby być dla niego partyą dogodną, choćby bez posagu. — Kalikst nawet przypuszczał, że posag możeby się znalazł.
Widząc Justysię w takich łaskach u matki, wiedząc, jaki pani Serafina miała wpływ na męża, rachował na to, iż biorąc ją, mógłby rodziców opa-