Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Roboty i prace.djvu/85

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Zobaczymy, zniżając głos niechętnie trochę, odpowiedział Płocki. Zdaje mi się, że trzeba go brać za wielkiego ekonomistę, statystę, za powagę i znakomitość krajową..... ale muszę być ostrożnym. Książę, szeptał coraz ciszéj, książę mi jest niezmiernie potrzebnym. Los szczęśliwy zbliżył mnie do niego. W tych kołach, do których on należy, nie mam stosunków, jestem nieznanym. Ufam w to, że wejdę w ten świat przez niego, wcisnę się, włamię, wpełznę, ale tam być muszę.
    W nim i w jemu podobnych rozbudziła się, jeżeli nie chęć do pracy, to chętka do spekulacyi i wciśnięcia się w nasz świat przedsiębierczy, tak samo, jak my wzdychamy do ich zamkniętych podwojów. Rozumny człowiek może i powinien z tego korzystać.
    Capisco! rzekł, uśmiéchając się, Piętka, życzę powodzenia! Lecz pozwól sobie powiedziéć słowo. Nie wątpię na chwilę o wrodzonych zdolnościach twych do przejęcia się sytuacyami i schwytania tonu każdego towarzystwa, jednakże w tych sferach są pewne formy, są nawyknienia, wymagania. Na ich woskowanych posadzkach trzeba się nauczyć chodzić.
    Płocki się uśmiechnął.
    — Sądzisz, rzekł, że ja, brnąc po błocie w nieprzemakalnych butach i kłócąc się z podradczykami, nie potrafię już ozuć lakierków i szczebiotać po francuzku. Muszę cię wywieść z błę-