Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Roboty i prace.djvu/27

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    losu wybrańca. Książę z wielką naturalnością, swobodą, popularnością nawet dawał się zbliżać do siebie, lecz widać było, że cały się tym panom oddać nie życzył... Wmieszany między nich, jednych lat z niémi, na pozór do nich podobny, ogromnie się wszakże wyróżniał. Gonili za nim i starsi, a nadewszystko ścigały go oczy kobiéce z ciekawością i zajęciem... Panna w złotych okularach przez cały wieczór wpatrywała się w niego pilnie, — żółta téż choć zdala nie spuszczała go z oka. Baronowa pochyliła się do hrabiny.
    — Pierwszy raz może w życiu trafiło mi się, że ideał odpowiedział mojemu oczekiwaniu. Znajduję księcia prawie lepiéj jeszcze, niż mi go odmalowano...
    Hrabina spojrzała na nią z zadowoleniem.
    — Byłam tego pewną, — szepnęła, — że on tu zakasuje wszystkich.
    — Tylko nie hrabiego Adama! — cichutko dodała gospodyni.
    — Ale między niemi współzawodnictwa być nie może, — podchwyciła hrabina, — Adam trochę ekscentryczny, starszy... najzacniejszy z ludzi, nie przeczę..... ale, pozwól sobie powiedziéć, nadto ustępstw podobno czyni dla czasu, dla obyczaju, dla teoryj nowych...
    A! doprawdy! walcząc z chęcią obrony i obawą narażenia sobie sprzeciwieniem się hrabiny, która nie znosiła opozycyi najmniejszéj, — doprawdy — wymówiła baronowa.
    Hrabina wejrzeniem już tylko odpowiedziała,