Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Roboty i prace.djvu/24

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    dzić o potrzebach czasu i kraju — cóż mówicie o sztuce... czy ona u nas na dobie...
    Zwolna hrabia Adam podniósł twarz, po któréj tajemnicze jakieś przebiegały cienie i światła, zdawał się słuchać pilnie, myśléć — i zastanawiać, nim stłumionym odpowiedział głosem, i niedobrą polszczyzną, bo w języku własnym, skutkiem dziwnego składu okoliczności i piérwotnego wychowania, nie miał wprawy.
    — Jabym sądziłbym — że to, co już żyje, temuby prawa do życia odmawiać nie należało... Gdybyśmy miłość i uprawę sztuki wprowadzać dopiéro mieli i szczepić, powiedziałbym może, iż są w istocie piękniejsze do robienia rzeczy — ale gdy już w życiu naszém pewne, choć skromne, miejsce zajmuje — przynajmniéj wytępiać jéj się nie godzi i rozwoju jéj tamować. Szkodliwą przecież być nie może — zawsze to środek kultury...
    Domówiwszy tych wyrazów hrabia, zarumieniony, skromnie znów spuścił oczy na książkę i zdawał się mocno nią zajęty, już nawet nie oczekując odpowiedzi. Szacunek powszechny zdobyty już oddawna przez hr. Adama całego życia postępowaniem, przyczynił się do przyjęcia wyrzeczonego przezeń zdania z tak powszechném uznaniem, iż i książę, spojrzawszy po otaczających, najwłaściwszém znalazł zgodzić się na nie.
    Tak i ja to rozumiem, pośpieszył zakończyć spór..
    Zwycięztwo zostało przy hr. Adamie, lecz i walka z taką powagą nie ujmowała księciu,