Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Roboty i prace.djvu/22

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    zaniedbanych, nim koléj przyjdzie na rzeczy zbytkowne i nieprodukcyjne...
    — Jakto? nieprodukcyjne? podchwycił zgorszony dyrektor... przecież Carrey powiada...
    — A! Carrey! Ameryka już może tak rozumować, ale my...
    To mówiąc, książę szybkim rzutem oka objął towarzystwo, jakby chciał zbadać wrażenie, które wyrazy jego uczyniły..
    Odpowiadać ono musiało jego życzeniu, gdyż lekki uśmiéch przebiegł po ustach księcia.
    Na twarzach słuchaczów malowało się trochę zdziwienia nad odwagą cywilną człowieka, który sztuce prawa do bytu u nas zaprzeczał; inni, dla których wszelka nowość i opozycyja jest pożądaną, bo odpowiada zgryźliwemu ich temperamentowi, widocznie zdawali się potwierdzać zdanie księcia. Bądź co bądź było ono lub zdawać się mogło natchnione poważnym zapatrywaniem się na sprawy i potrzeby krajowe... stawiło więc autora odrazu na wyższym stanowisku, surowego ekonomisty, który miał męztwo mierzyć się — choćby z Carrey’em.
    Dyrektor, z powołania będący obrońcą sztuki, zrazu może zamierzał skruszyć kopiją w jéj obronie, lecz nawykły tylko do ferowania wyroczni, niezbyt wymowny, przewidując zresztą z usposobienia towarzystwa, iż nikt mu w pomoc nie przyjdzie... zamilkł z pewną dumą.
    — Nie zapiéram ważności sztuki dla wykształcenia — dodał książę — ani jéj pożytku, lecz nawet