Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ramułtowie.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


moja złożyła uszanowanie. Jest to jéj gorącém życzeniem...
Wymieniono jeszcze kilka słów grzecznych i na tém skończyła się ceremonialna wizyta. Oleś odprowadzał go aż do sieni i słychać było długie ich wesołe śmiechy.
— Bardzo ładny chłopak! odezwała się staruszka do Lelii i Hanny; nie prawdaż?
— A no — lalka, tylko już bez rumieńca i świeżości — poczęła wdówka; — żal mi tego braciszka... jakoś mu źle z oczu patrzy, choć ma ładne oczy...
— Trzebaby go widzieć przy wieczerzy w kawalerskiem towarzystwie — przerwał Oleś, który wszedł na te wyrazy; c’est le convive le plus aimable, le plus animé qu’on puisse imaginer.
Przymiot ten zwykle mało przez kobiety ceniony, nie podniósł go podobno w ich oczach; spojrzały po sobie i zamilkły.