Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poezye i urywki prozą.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zima.


Zima. — Na niebie szara rozpostarta szata...
Cicho — spokojnie śnieżek w powietrzu ulata
I wszystko białym swoim całunem odziewa;
Stroją się zeschłe trawy, obumarłe drzewa...
Na tle ciemnem się biało maluje świat wszystek,
Najmniejsze trawy ździebło, najdrobniejszy listek —
Mistrz nad mistrze naturę zamarłą w jesieni —
We mgnieniu oka w nowy, żywy świat zamieni,
Żywy, bo całun to jest, co tuli w swem łonie,
Wszystko, co z wiosną jasną zielenią zapłonie!




Z strzaskanego okrętu szczątki niosą fale
I na ląd wyrzucają. Ludźmi rzuca życie...
Jedni się rozbijają na pustynnej skale —
Drudzy znajdą gdzieś ciche u brzegu ukrycie...
Mnie na wasz ląd gościnny los rzucił litośny —
W kraj ten serc miłosiernych i wieczystej wiosny,
Znalazłem w was współziomków i siostry i braci...
Wdzięczność moja bezsilna, Bóg cnotę niech płaci! —

San-Remo.