Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XII.
Umarli dopominają się swego.
(Opowiadanie medyka).
Aczciem prawie
Nie pewien, jeżlim przez sen słuchał, czy na jawie.
Kochanowski, Tren XIX.

Rozpalono ogień na kominie, postawiono dwa kulawe krzesła naprzeciw niego, a Adam zaczął robić herbatę.
— A twoja powieść? — przypomniał Gustaw.
— Gotuję ją razem z herbatą — odpowiedział Adam, śmiejąc się — zaraz ci dam oboje.
W parę chwil i herbata i powieść były gotowe, siedli, zapalili fajki, a młody lekarz tak mówił:
— Było to w zimie przed egzaminami, drugiego roku mojej nauki, kiedym dopiero kursu anatomji słuchał. Dwa dni i dwie noce siedzieliśmy w jednej izbie, grzejąc się tylko zapałem do nauki, obrzydliwą herbatą i szkaradnym tytoniem. Trzeba było wyuczyć się całej anatomji na pamięć, wszystkich jej nazwisk łacińskich, kości, muskułów, więzów, trzewiów, tkanek, żył, błon, arterji, nerwów, humorów, płynów i t. d., ażeby być gotowym do odpowiedzi na każde pytanie, gdyż od tego zależał cały rok przyszły, który na nowo trzeba było