Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/288

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pojąć, na jakiej to scenie pierwszy raz Salvator wystąpił. Nic szaleńszego wystawić sobie nie można, — powaga starego Rzymu, tak sprzeczna z tym szałem dziecinnym, dodaje mu osobliwszego charakteru indywidualnego. Ten ostatni tydzień zapust, ogłoszony dzwonem z Kapitolu i wystrzałem działownym z Castel Sant Angelo, jest najosobliwszą uroczystością popularną, jaką gdzie widzieć można. Cała ludność wysypuje się na ogromną ulicę Corso, po której obu stronach stoją wielkie i wspaniałe pałace, dzieła Palladjów, Michałów Aniołów, Berninich, ulicę zaczynającą się od bramy del Popolo, kończącą się na Piazza Colonna! Wytaczają się wozy pełne masek, grupy tysiączne. Poliszynelle, Pantalony, djabli, aniołowie, mnichy, panie, dzieci, wszyscy krzyczą, biegają, witają się, rzucają na siebie cukrami, wszyscy się niby znają, wszystkich brata Moria, królowa świata, jak powiadał Erazmus. I tak dzień po dniu upływa aż do ostatniego wtorku, wśród wesołości szeroko rozlanej, której z tego tygodnia na cały rok zapas robią mieszkańcy Rzymu. — Na takiej to scenie wystąpił Salvator raz pierwszy w roku 1639 i pierwszy odebrał oklaski za swoje lazzi, w których żadnego stanu, żadnej namiętności, żadnej śmieszności nie oszczędził. — Lecz chwilowo pozyskana sława znikła za zdjęciem maski, i trwała tyle tylko ile zabawa ludu szalejącego