Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/263

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Na wiosnę pojadę do Saksonji.
— Wybornie!
— Lato przepędzę nad Renem.
— Ślicznie!
— Jesień w Szwajcarji.
— Czemu nie!
— A drugą zimę w Paryżu.
— Na wiosnę radzę być we Włoszech, jechać do Grecji, do Egiptu i skończyć na Ameryce: najlepiej nam będzie, kiedy nas dzielić będą antypody. — Szczęśliwej podróży.
Łucja wyjechała i nie wróciła więcej.




XXII.
Szczęśliwi.

Zima bywszy zejdzie snadnie.
Nam gdy śniegiem włos przypadnie,
Już wiosna, już lato minie,
A ten z głowy mróz nie zginie
Kochanowski, Ks. II. XXIII.

Lata płynęły, a jesień się zbliżała. Znowu Gustaw był sam jeden na świecie, bez przyjaciół, bez nikoga. Jedynem jego zatrudnieniem i zabawą było dumać i czytać, ale sercu poety i tego nie dosyć; wśród burzy chce ciszy, a w ciszy burzy wygląda. I w wieku rzeczy-