Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/251

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


człowiekiem, ale Łucja, której zręcznie pochlebiał, w jego dowcipie i połatanych wiadomościach daleko większą wiarę kładła, niż w Gustawie, kłóry więcej milczał, nie tak połyskiwał i często nim co powiedział, szukał długo po głowie, żeby się nie omylić. Alfred zaś miał gotową odpowiedź na wszystko, sąd o wszystkiem, jeśli czego dobrze nie wiedział, ganił niemiłosiernie, wynajdował jak mógł najosobliwsze zdanie, i uderzając niem niespodzianie, zamazywał oczy mniej świadomym. Nie darmo powiedziano: więcej jeden osieł zaprzeczy, niż stu filozofów dowiedzie; tak samo się dzieje z pochwałą i naganą. Łucja tego oszukaństwa, tej szarlatanerji nie dostrzegła, — ale Gustaw orlem okiem spojrzawszy na niego, znał go od pierwszego wieczora, nie widział tylko potrzeby wynurzenia swego zdania przed żoną, tem bardziej, że ona go zawsze chwaliła, i że stąd powstaćby mógł spór nowy, jakich już aż nadto bywało.
Szło wię wszystko tak, jakeśmy powiedzieli. Łucja czytała listy Alfreda i odpisywała na nie, Gustaw o tem nie wiedział, a oni oboje zimni, wcale nie zakochani, z różnych powodów przyczepili się do siebie. Łucja przez nienasyconą próżność kobiecą, dla dodania interesu życiu swemu wiejskiemu, Alfred przez osobliwszy punkt honoru, który wielu jemu podobnym nie