Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/244

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się znajdują i najdroższe, rzeczy. Był to dawniej podobno pałac Richelieugo.
— Czyj? czyj? — zapytał ojciec — Richelieugo? hę? tego ministra, co to był kardynałem, chciałem mówić kardynała, co był ministrem?
Tego samego!
Ps! ps! i skąd ty to wiesz?
— Wszyscy to wiedzą — odpowiedział Alfred po cichu cały zarumieniony, gdyż ojciec zawsze podobnym sposobem przed gośćmi i nieznajomymi popisywał się z nim.
— Mój syn — dodał ojciec prędko — słyszał panią Catilinę!
— I myśmy ją słyszeli — odpowiedziała Łucja zagryzając usta.
— Gdzież?
— W Wilnie.
— Ona tu była? — zapytał Faska.
— Była.
— Osobliwsza rzecz! gdyby tak jeszcze jeździły miasta i pałace, wszystkoby można widzieć w domu i nie potrzebaby tych kosztownych podróży odbywać. Ot mój syn naprzykład Mościa Dobrodziejko — rzekł stary — mało to pieniędzy kosztowały jego podróże? No cóż? trzeba, żeby chłopiec świat widział i widział. E! to on Pani jeszcze nie mówił gdzie on był; ale on to cały świat objeździł: