Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mieli wielki pałac złoty, a okna w nim będą brylantowe.
— I cóż będziecie robić? — zapytała matka, głaszcząc syna pod brodę.
— Co? będziem się pięknie ubierać, i tak jak papa z mamą, będziem siedzieli i będziem się nudzić!
Rodzice się rozśmieli.
— Dlaczego nudzić się? — kiedy my się nie nudzim!
— Alboż to można nie nudzić się, siedząc tak ciągle na jednej kanapie?
— Jest robota.
— A kiedy mama robi tylko pończochę, a papa nogą kiwa.
— Papa często pisze i myśli zawsze, ja kiedy nic nie robię, to myślę także.
— A, co tam te myśli! — odpowiedział Franuś; — ja nigdy myśleć nie będę! na co mnie się to zdało! To strasznie nudno! — Będę sobie biegał! — Ej! jak będę królem, Maryniu, zobaczysz, jakie twojej lalce sprawię sukienki, a papie i mamie dam dużo, dużo, cały worek pieniędzy, bo mama i papa bardzo pieniądze lubią.
— Maryniu! a ty co będziesz robić? — zapytał ojciec, którego to bawiło.
— Ja nie wiem, papo, jak to będzie. — Ale jak mi się zdaje, że jak wyrosnę, to będę słuszna panna, — wówczas będę siedzieć na kanapie,