Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XIV.
Ja go nie rozumiem.

A tu dopiero zlękła się nieboga,
Gdzie spojrzy, zewsząd morze, zewsząd trwoga,
Brzegu nie widać, przewoźnik niepewny,
Serce strach ujął, a oczy płacz rzewny!
Kochanowski, Ks. III. VI.

Wkrótce Gustaw znowu z domu wyjechał. Tego czasu użyła Marja na uporządkowanie jego gabinetu, ciesząc się, że tak wszystko zastanie odświeżone i czyste. W oknie poustawiała kwiatki, które lubił, porozkładała książki na tem samem miejscu, w którem czytać przestał, pościerała pył, odczyściła jego ulubionie obrazy i zebrała w jednę wielką szufladę wielką kupę papierów rozsypanych na podłodze. Lecz ciekawa, jak kobieta, każdy z tych pogryzmolonych kawałeczków przeczytała wprzódy. Były tam listy, wiersze zaczęte i pomazane notatki, uwagi, rysuneczki, plany i tytuły dzieł — cały śmietnik łiteracki.
Na nieszczęcie w tym osobliwszym zbiorze leżał zapomniany i porzucozy przez roztargnienie list do Łucji! Marja go przeczytała, i myśl, którą w nim znalazła, jak błyskawica oświeciła jej przeszłość.
— Więc ja go nie rozumiem! — zawołała załamując ręce — ja, starając się każdą chwilę