Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i podarunek, którego nieuważne przyjęcie tak dalece uzuchwaliło Pana. Życzym szczerze, aby krótka znajmość zapomnianą, a wszelkie stosunki przerwane zostały.«

„Kornelja z D... F...“

Z gniewem rzucił Gustaw list zmięty do pieca, ale z koperty wypadł jego własny. Otworzył go machinalnie, lecz jakże się zdziwił, gdy u spodu ujrzał obcą ręką drobnym charakterem powtórzone te słowa: «Do zobaczenia!« I maleńkie Ł u spodu. Uśmiechnął się, wstał i zaczął chodzić.
— Cóż to za interes i listy — zapytała go Marja — co cię tak zajęły?
— Dzieciństwo! — odpowiedział Gustaw zimno; — chodziło mi o książki.
— Pewno ci, pożyczywszy oddać nie chcieli — dodała troskliwie, a jeszcze tak dużo! a pewno tak drogie! — Gustaw ruszył ramionami.
— Coś podobnego! — odpowiedział. — Marjo! każ zanieść te książki na górę.
— W ten moment! — i zaraz pobiegła sama biedna Marja, dźwigając całego Shakespeara w fartuszku.
— Położyłam go u ciebie na kanapie.
— Bardzo ci dziękuję! Dobranoc, moje serce.
— Głowa cię boli?
— Nie, ale jestem zmęczony.