Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gustawa, dla niej był tak nudny, że sto razy od niego wolała Claurenta zbiory anegdot, dowcipne wierszyki i tym podobne dzieciństwa, których Gustaw cierpieć nie mógł. Proszęż sobie wyobrazić jego życie z kobietą, która nie dzieliła jego zdania, nie rozumiała jego myśli, jego smaku wytłumaczyć sobie nie mogła; która jednem słowem nie rozumiała nawet alfabetu języka, którym on myślał całe życie. Lecz Gustaw na szczęście miał cierpliwość, rzadką cnotę u poetów; cierpliwość, którą utrzymywała pamięć poświęcenia się Marji dla niego, wdzięczność za jej przywiązanie czułe, uprzedzające, przywiązanie matki, sługi, psa, kochanki i żony. Marja bowiem uprzedzała wszystkie jego matejalne potrzeby, zgadywała, myślała o nich za niego, dotykała najdrobniejszych szczegółów, aby on się niemi nie zajmował i zostawiała mu czas do dumania, pisania, czytania, zatrudnień, których wagi zrozumieć, celu pojąć, upodobania uczuć nie mogła.
Takie to było życie Gustawa i Marji, poety i kobiety; — i nieuchronny skutek marzeń dających nadzieje, — tłumiąc przeczucia i rady rozumu.
— Lecz czy wszystkie kobiety są takie jak Marja? — myślał Gustaw. — Żadnaż z nich nie rozumie zapału, poezji tamtego życia drugiego, z którego Marja ciągnie mnie na ziemię, żadnaż z nich nie może się utrzymać ze swoim lubym