Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przybylskiego i t. d. Nie wie on, co nas dzieli od tej epoki, jak się zmienił smak, jak się różnią wyobrażenia i potrzeby umysłowe; zdaje mu się jeszcze, że żyjemy w tych czasach kiedy jeden wierszyk okolicznościowy, jedna dowcipna bajeczka, dawała nieśmiertelne wieńce i szumny tytuł poety. — Niewinny nasz poeta wiejski cały jeszcze się dzieli między sielanką o Filidzie a satyrą na Mnichów. W ciągu rozmowy nie posłyszysz od niego o niczem tylko o klasyczności i klasycznych autorach. Ani się biedak domyśla jak nisko spadła ta kwalifikacja! jak drobnym widzim ten wiek, który się u nas wyraził cały w literaturze zwanej klasyczną (XVIII. wieku). Chceli co pochwalić nasz poeta, nazwie klasycznem. Zdarzyło mi się słyszeć o babach wielkanocnych klasycznej doskonałości i o klasycznej kiełbasie. Wdawszy się głębiej w rozmowę z nim, poznasz łatwo, że nie ma zmysłu literatury nowej, prawdziwej, że nie potrafi uczuć nic prócz owych wyrobów konwencjonalnych, zwanych klasycznemi, do których przywykł a które nic nie malują, nic nie wyrażają, chyba dziwaczny jakiś świat urojony. Ale też jak nie czuje nowej literatury nasz poeta, tak i wszystkiego świata prawdziwego (którego on jest lub przynajmniej być chce odbiciem) nie pojmuje. Żyje on jeszcze w kowencjonalnej sferze i towarzystwie takich postaci, jakie pospolicie spotykamy w owych