Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Podróż do miasteczka.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


śpiewający coś pod nosem, dosłyszał widać pytania i odpowiedzi, bo się odezwał.
— Stary bajdurzy, zwyczajnie stary... co ma w głowie! ruszaj w lewo...
Janek się zaciął, nadszedł trzeci.
— Kpią z ciebie, idź w prawo mój kochany.
Przystąpił czwarty i rzekł:
— Czy nie widzisz, że już kościół minąłeś?
Ani sposobu trafić — Janek ręce załamał i począł by był kląć gdyby nie płakał, aż piąty przystąpił, poważny, w peruce z koziéj wełny, z laską ogromną, w okularach potrójnych a taki prosty i twardy jakby go z drzewa wyciosał, wziął Janka za rękę.
— Synku — rzekł, widzę drogi pytasz, a to niepoczciwe ludziska durzą cię i naśmiewają się z ciebie, co za serca nielitościwe, co za głowy puste! Powiedz no mnie gdzie iść chcesz, ja ci drogę rozpowiem. Najprzód czym źle dosłyszał? pytałeś do kościoła? po co do kościoła?
— Na robotę...
— Ot to znalazł zarobek! budują teatr, idź do teatru... budują Bursę, idź do Bursy... tam ci do-