Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Podróż do miasteczka.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie na wsi?
— Nie, tam sobie żona moja gospodaruje... nie lubię wioski, nudna! Ja potrzebuję ludzi i wrażeń, czasem tylko dojeżdżam w Zawilejskie, żeby zobaczyć co się tam dzieje, i dać się mojemu dziecku oślinić... Mieszkam na przeciw domu Pusłowskich na piérwszem piętrze... ot, jeśli nic nie masz lepszego do zrobienia, przyjdź do mnie na herbatę, będzie kilka osób.
To mówiąc, rozśmiał się, zakręcił i pożegnał mnie szybko...
— A! to pan znasz widzę pana Jana Birucia? — zapytał mnie w téj chwili komornik W., który niepostrzeżony zbliżył się i uderzył mnie po ramieniu. — Co to? czy zacząłeś grać w karty?
— Ja? nie! Pana Jana drugi raz widzę w życiu — ale cóż to za człowiek, bardzo bym był ciekawy czegoś się o nim dowiedziéć.
Komornik pokiwał głową.
— At! co tam ciekawego można o nim powiedziéć! hulak, gracz i po wszystkiém, żonę porzucił, cudzą bałamuci! Mówią, że jakiś czas waryjował... teraz niby przytomny i zdrów, ale nie wiele na tém zyskał, ciągnie ostatkami, majątek