Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pod blachą.djvu/306

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

w nich lekkomyślność i niesumienność największa, o czem świadczą pamiętniki współczesne) szlachetniejszy charakter musi uczuć boleść istoty sympatycznej i zapragnąć jej ulżyć.
Miłość księcia, utrzymywana i rozbudzana niemal bałwochwalczem przywiązaniem Sylwji, nie wygasła była jeszcze. Książę udawał oziębłego i radby był ostudzić ją, aby nie mieć sobie tej ofiary do wyrzucenia, ale kochał ją i cierpiał na długiej rozłące. Nieszczęście, jakie dotknęło szambelanównę, zbudziło w nim litość i współczucie.
Oddawna byłby w jakikolwiek sposób dostał się do tego domu, gdyby lekarz się temu ze względów zdrowia nie opierał, lękając zbytniego wzruszenia.
Naostatek doktór Witaczek zgodził się na odwiedziny te i dostanie się potajemne do domu ułatwił.
Książę szedł z mocnem postanowieniem namawiania, zaklinania Sylwji, aby wracała na wieś, zapomniała o nim i starała pokój odzyskać.
W pokoju chorej przebywszy godzinę na rozmowie, której świadkiem była zdala u okna siedząca Czeżewska, napróżno starająca się z niej choć słówko pochwycić. Książę wyszedł blady, zamyślony, smutny i wymknął się na ulicę niepostrzeżony.
Grabski wpół godziny dopiero potem powrócił. Tajemnica tych odwiedzin dla obcych jak najściślej była zachowaną.
Czeżewska, choć z konieczności wtajemniczona, ale prawie nie zyskawszy ukłonu ani wejrzenia, oburzona była i zemstą pałała.
Czuła, że schodziła coraz niżej i w domu nie liczyła się wcale, chyba za starszą sługę.
Nazajutrz, gdy Grabski zapukał do drzwi Sylwji, zapytując, czy mu ją wolno odwiedzić — wpuszczony, z wielkiem podziwieniem znalazł ją nie w łóżku, ale siedzącą w krześle, ubraną w suknię czarną, bladą, jakby z grobu powstałą, idealnie piękną, jak jakieś widmo z drugiego świata, ze świata aniołów smutnych.