Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Piękna pani.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Po zamianie tych listów ujrzałem ją nieco ostygłą, alem zaraz przypisał to tylko niezmiernemu mojemu zuchwalstwu, bo mi się zdało grzechem i świętokradztwem, dotykać skrzydeł tego anioła. Stałem się więc pokornym by ją przebłagać; począłem przysięgać i zaklinać się, że nie zejdę z drogi, którą mi wytknęła.
To zaręczenie niezrozumiały naówczas uśmiech wywołało na jej usta. Jakże głupim wydać się jej musiałem!
Hrabina powinna była nareszcie się domyśleć, że z takimi jak ja prostymi ludźmi, niebezpiecznie jest grać w grę, która tylko z lekkimi większego świata, nawykłymi do komedyi, bezkarnie uchodzi. Nie wiem już jakiby obrót wzięło to moje szaleństwo, gdyby nieprzewidziana okoliczność nie przyszła w porę przerwać na czas jakiś, coraz bliższych i ściślejszych stosunków naszych, które dla mnie stały się już życia potrzebą.
W pośród dramatu, który ci opowiadam, cierpiałem już wiele: miłość moja była gwałtowną, wyłączną, pochlebiającą, pierwszą w życiu i ostatnią; nie umiałem z nią igrać jak ona: dręczyła mię jak najboleśniej wywołując zazdrość, uczucie najprzykrzejsze z szeregu tych, które ona wiedzie za sobą.
Hrabina dawała mi do niej powody nieustanne. Zazdrosny byłem o sędziego, który także miał swoje w dniu godziny, o kuzynka, z którym długie sam na sam pod pozorem herboryzacyi nagle polubionej, odbywała przechadzki, o doktora Feretti, mającego wstęp do jej pokoju, który czasem po kilka godzin się z nią zamykał; nawet o Niemca barona, do większych niż ja przypuszczonego przywilejów i poufałości.
Chwytałem między nią a nimi wszystkimi niepostrzeżone prawie jakieś znaki porozumienia, podsłuchiwałem szepty; ale gdy rozgorączkowany oczywistemi dowodami płochości Laury, ośmieliłem się jej choćby słowem napomknąć o męczarniach, jakie mi zadawała, umiała tak wyśmiać moją nieznajomość świata, zawstydzić mnie i uspokoić, a maluczką łaską jakąś