Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Piękna pani.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ciem przyjaźni; obojętnym nie dajemy ciepłej dłoni, ani słowa namaszczonego, chowamy na święta przysmaki i drogie ubiory... Bogaci przywykli na codzień karmić się tem, co my ledwie kosztujemy w niedzielę, i w uczucia oznakach tak samo postępują, jak u stołu; w powszedni dzień na danie powszednie dają drogie rzeczy... tylko, że w nich nie ma smaku. U nas wszystko ma znaczenie: słowo, ruch, wejrzenie; tu szafują wszystkiem, i wszystko traci wartość.
— Uwaga pani niezmiernie słuszna — odpowiedziałem, — ale przecież i u nich, jeśli ich mamy tak oddzielić od siebie, trafia się uczucie, spotyka się serce: jakiegoż wówczas używa środka, żeby się objawić, gdy zwykłe są spowszedniałe i bez znaczenia.
Halka spojrzała mi w oczy.
— Uczucie — rzekła — trafia się rzadko, o! bardzo rzadko: można łzy wypłakać; i miłość przekochać, i nienawiść nawet wynienawidzieć... a jeśli cudem zjawi się jesienny kwiatek uczucia, aby się na świat ukazać, osobny język stworzyć sobie musi, gra obojętność, udaje nawet wstręt i nienawiść.
— Nie pochlebiasz pani temu światu, w którym się wychowałaś i żyjesz! — rzekłem z uśmiechem — biedni ludzie!
— Wychowałam się w nim obca mu zupełnie, — żywo przerwała Halka — żyję w nim obojętna... Moje dzieciństwo spłynęło w sieroctwie, ale wśród innych ludzi, i po tamtych płaczę: tam byli ludzie po mojej krwi i myśli, tu sztuczne istoty do jakiejś gry towarzyskiej utworzone. Ma i ten świat swą dobrą stronę, ale kto się w innym urodził, nie pokocha go nigdy... nie przetęskni żalu po swoim...
— Spotkałam się z panem — dokończyła po chwili — jak wędrowiec w obcym kraju z człowiekiem swojej ziemi; ztąd obawa moja o niego, i dzisiejsza nieudatna, niepotrzebna przestroga. Baw się pan tem, co go otacza, ale nie dawaj serca... oni go nie żądają; uczyniłbyś tak, jak nieraz ubodzy, co najpiękniejszy kwiat ogródka zrywają dla państwa, nie wiedząc, że bu-