Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Piękna pani.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i na wargach nie przemienił mi najulubieńszych myśli, bom już czuł, że na mnie podziałała bardzo silnie. Słuchała zrazu bardzo uważnie, biorąc niby miarę mojego umysłu, ale w prędce, przerwała potem parę razy potwierdzająco i zeszła z tej poważnej rozmowy, na zupełnie lekką i światową, oświadczając z jakąś zalotnością dziewczęcą, że rozprawy i sądy o świecie potrzeba zostawić mężczyznom.
Tak w ciągu rozmowy mieniła mi się ciągle, żeśmy jej z sędzią nadążyć nie mogli.
— Zdaje mi się, — rzekła po chwili z uśmiechem wdzięcznym, — że my się z panem Albertem zgodzimy; zresztą ja, jak się pan przekona, — dodała obracając się do mnie, — wcale nie jestem uparta, daję się przekonać łatwo i ustępuję rada, bylebym w umyśle czuła się zwyciężoną.
— A ja, — odezwałem się, — chętnie zastosuję się w rzeczach, które wbrew przekonaniu memu nie są przeciwne, do woli pani. Matka ma zawsze instynkt najlepszy, gdy chodzi o jej dziecię.
— Nieszczęściem, — odpowiedziała, spuszczając oczy i wzdychając, — my skazani na utrapiony żywot tego, co pospolicie zowią wielkim światem, tracimy ten instynkt. Żyjemy gorączkowo, nienaturalnym trybem, w ciągłem rozproszeniu ducha, w nieustannych rozdrażnieniach serca: ledwie mamy czas być na chwilę matkami. Przytem ja, — dorzuciła, — poszłam młodo za mąż, tak mało czuję w sobie powagi macierzyńskiej, tak jestem niedoświadczona!
Słowa te były widocznem zapukaniem do mnie po komplement, i wywołały też z mej strony podziwienie szczere nad znajomością najmniej dla kobiety przystępnych zasad pedagogiki. Hrabina się uśmiechnęła, sędzia dołożył:
— Pan nie wiesz jeszcze, że nie ma dla hrabiny przedmiotu, któregoby poznać i zgłębić się nie starała: przekonasz się później.
Laura uderzyła białą rączką dłoń przyjaciela,