Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pan Karol.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


V.
KILT.


Jakiém szczęściem jest umrzeć, gdy życie jest nam tylko nudnym, czczym wieczorem dnia nieznośnego!
Myśl w czasie niestrawności.

Świstał wesołą piosnkę Pan Karol idąc późnym wieczorem na Antokol. Noc była posępna, wiatr szumiał jesienny i niósł w swoich chłodnych objęciach liście drzew żółte, zwiędłe kwiaty, dymy kominów, turkot oddalony pojazdów i szum płynącéj rzeki.
Pan Karol zbliżał się do małego domku. Stał on nad drogą, nad rzeką, wśród krze-