Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pan Karol.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


to ja nieźmiernie niższy rywal, pójdę widocznie z kwitkiem.
— Da cóż, żartujesz, porzuć, da fi! Czy to już te pieniądze za serce ciągną? Ot i on naprzykład, to i dobry zdaje się i co. No, a dalbóg, ni razy się nie przyśnił nawet. Tak jakoś téj syncypatij nie ma.
— Tak, o tak, sympatja, poprawił Podsędek, najniższy sługa, sympatja gra rolę wielką w miłości, naczelnika i prawie Jaśnie Wielmożnego i jakoby kawalera wielu orderów. To mówiąc ujrzał pod nogami psa Amur, a jako baczny konkurent, skłonił mu się (bo się kłaniał i kucharce w sieniach), i temi go powitał słowy:
— A Amur! najniższy sługa, upadam do nóg, jak się wać masz?
— Da zdrów! a ty Panie Karolu, czego się tak krzywisz? Amur zdrów, tylko jakoś smutny, musi być na dészcz czy co, jadł dziś rezedę z okna, to nie darmo.
— Tak, to na dészcz, pewno na dészcz, ja to czuję z winném uszanowaniem dla dészczu, że —
— A, bo i mój Burek do merum ferum się