Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 02.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W miesiąc potem dowiedziano się że został tknięty apopleksyą i życia dokończył. Pozostałe długi w Anglii i na stałym lądzie, dokuczały synowi, ale ten ich wcale płacić nie myślał. Baron Sauer był tak grzeczny, iż pensyę trzech tysięcy talarów przelał na hrabinę, dając do zrozumienia że z nią by sobie mogła pojechać, gdzie się jej podoba... Zdaje się że na tę wspaniałomyślną decyzyą wpłynął podszept młodej pani, która chciała być samowładną w pałacu i przenieść się do gabinetu à la Louis XV. Hrabina z radością powitawszy nadzieję swobody, choć z tak szczupłym fundusikiem natychmiast wybrała się do Drezna. Posyłała nawet do panny Carity, czyliby jej towarzyszyć nie chciała; ta jednak odmówiła. Pensya nadzwyczaj już stała świetnie, a protekcya ks. administratora dała jej sławę i wziętość. Rzeczywiście on nią więcej kierował niż Włoszka, która była jego najuleglejszą sługą.. Mówiono już o zarządzonej składce, która zakład ten miała na nowy klasztor przerobić.

O powrocie ks. Kanonika do probostwa, mowy być nie mogło. Jeździł on parę razy do dawnych swych przyjaciół i znajomych, członków kapituły, ale ci wyznali mu że ks. Wikary miał takie plecy, protekcye i był tak popierany silnie iż przeciwko niemu ani by się kto ważył wystąpić. Radzono mu rezzygnować a w innej dyecezyi lub chociażby w tej innego szukać probostwa; oświadczając otwarcie iż był pomówiony o liberalizm, patryotyzm, demokracyę, o rewolucyjność, o czerwoność i inne tego rodzaju zbrodnie, któremi raz obrzucony człowiek, choćby najniewinniej — już się nigdy oczyścić nie może...