Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 02.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ostójski stał ciągle osłupiony, nagle zerwał się i otworzywszy drzwi począł wołać: Klaro! Zosiu! Zosiu! Klaro! a prosze, a prędko!
Obie kobiety wbiegły prawie natychmiast a widząc starego poruszonego, domyśliły się że Abraham jakąś nowinę przynieść musiał.
— Cóż to się stało? co? a! dobry dzień panie Helig...
— Co się stało? — zawołał Ostójski, — ja tego wam powiedzieć niepotrafię, a gdybym powiedział, myślelibyście, że z was żartuję. Niech Abraham powie.
— A! proszę pana, — rzekł Abraham, cóż tak nadzwyczaj osobliwego! Gdy pożyjemy, zobaczymy może dziwniejsze rzeczy, wiek taki nastał!
Zosia patrzała ciekawie.
— Dziwnego? cóż dziwnego się stać mogło? — spytała.
— Nic dziwnego; — odparł Abraham, — młody hr. Edmund jutro się żeni, z bardzo bogatą, piękną i dosyć wychowaną panną, a że ona jest moja siostrzenica...
Panna Klara krzyknęła, — Ach! zakryła sobie oczy i padła na kanapę.
— Skończenie świata! — zawołała, — Zosia zaczęła się śmiać.
— Doprawdy? rzekła prychając. — Słowo daję panience, — poważnie odezwał się Abraham, — no — co dziwnego...
Po chwili Klara wstała blada z rękoma załamanemi.
— Bez pozwolenia rodziców!
— A! jak to? stary hrabia był na ślubie.