Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 01.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Kto? — spytał zdumiony Margocki, — alboż wiem o kogo idzie?
— Niedomyślny! — rozśmiał się hr. Edmund, — o kogoż ja pytać mogę? o Ostójskich!
— Szlachta!! albo ja wiem kto dziś już szlachcic... — rzekł ruszając ramionami kwaśny plenipotent. — Przypadkiem wpadł mi w ręce jeszcze na końcu XVII w. wydany przez jakiegoś Wacława Potockiego głupi foliant: Poczet herbów, i to jeszcze wierszem. Otóż że tam herbów znalazłem wiele, kupiłem go u Lissnera... a z niego zapamiętałem te wiersze:

„Pełne tytułów ściany, pełne herbów płatwy,
„Gdzie miały być nożyce, koziki i dratwy...

Któż to dziś rozpozna szlachcica? Każdy dziś kto chce wpisze się w bractwo które otworem stoi. — Czy Ostójscy od Ostoi pochodzą? dalipan nie wiem... Może!! nie pytałem go o to...
Hrabia zmilkł a po przestanku rzekł: — kiedy jest herb Ostoja?
— A jest... ale cóż to dowodzi, — rzekł Margocki.
— I panna, powiadasz, będzie miała sto tysięcy talarów? hę?
Margocki oniemiał na to pytanie. Po milczeniu domyślił się hrabia że go drasnął, spojrzał nań, uśmiechnął się.
— A! zapomniałem że ty się pono myślałeś o nią starać!
— Ale, słuchaj no Margosiu, jabym tobie na tę grę puszczać się nie radził. Umiem cię ocenić — z tem wszystkiem gdyby przyszło do tego żebyś Zosię dostał, elle est plus forte que toi, siedziałbyś pod pan-