Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 01.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dań o biskupach, osobach duchownych, ks. Dupanloup, Darbois, ks. Bauerze, O Hyacyncie... o których hrabina wiele ciekawych szczegółów wiedziała.
Tegoż samego wieczora wcale niespodziewanie przybył dowiedziawszy się o powrocie matki, młody hrabia ze stolicy... na powitanie hrabinej której od roku nie widział. Stosunki matki i syna były bardzo na pozór serdeczne, w rzeczy całkiem chłodne. Cieszyła się ona że umiał w świecie i na dworze przetorować sobie drogę, rada była że imię swe nosić umie godnie, ale nie mogła mu darować iż to tak drogo kosztowało... i nie dozwalało jej swobodniej odpoczywać w Paryżu. Znajdowała, że powinien był od dawna bogato się ożenić i przestać być rodzicom ciężarem a znaleźć pannę której by majątek dla obojga starczył.
Charakterystycznem było, że matka i syn nigdy z sobą otwarcie nie mówili; rozmawiali o świecie, o dworze, o interesach nigdy. Syn narzekał na mamę przed plenipotentem, ona się na niego skarżyła także — ale z sobą będąc wzajemnych żalów nie napomknęli nawet nigdy. — Hrabina znajdowała równie jak on, que ce serait mesquin...
Przyjazd syna rozradował hrabinę, była to miła attencya zawsze, jak mawiano dawniej — kazała go prosić natychmiast, choć nie była ubrana, do swego pokoju i uściskała serdecznie... Odezwało się na chwilę macierzyńskie uczucie choć stłumione oddawna.
— Nie prawdaż! — rzekła po przywitaniu — ty mi tu jakiś czas zostaniesz!
— Dopóki służba moja szambelańska nie przypadnie — odparł syn, — bo tej chybić nie mogę.