Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 01.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A nic zrobić nie mogłeś! nic! — westchnęła hrabina. — Teraz ja ci powiem, c’est mon ultimatum, muszę powrócić do Paryża, dałam Cesarzowej słowo, a nie mogę inaczej jak wioząc pieniądze dla spłacenia długów. Il y va de mon honneur!
Hrabina zdawała się w tem słodkiem przekonaniu, że dosyć było jej groźby, aby dobyć pieniądze, o których pozyskaniu zresztą najmniejszego nie miała wyobrażenia. Myślała że obowiązkiem było to świata co pieniądze miał, dostarczać ich na uciechy i fantazye wielkiej pani.
Margocki patrzał i milczał; hrabina powtórzyła:
— Powiedz to sobie — że muszę powrócić, a nie wrócę bez pieniędzy... c’est mon ultimatum!
Plenipotent milczał jeszcze, skłonił się i szepnął: — Nous ferons l’imposible.
— Oba hrabiowie tracą niemiłosiernie a ja za nich cierpię! dodała hrabina, — nie mieć nawet tych nędznych stu tysięcy franków w rok których potrzebuję — mais c’est quelque chose d’horrible! W końcu mnie zmuszą że się zakopię na wsi i naturalnie umrę... bo ja tu żyć długo bym nie potrafiła. Ja się już stałam paryżanką, mój Margocki, mnie potrzeba lasku, bulwarów, opery, tuilerjów jak powietrza do życia...
— Ty przecie mnie zrozumiesz i wejdziesz w położenie moje... mój drogi.
Spojrzała oczyma tkliwemi na plenipotenta, który też rozczuloną zrobił minę, ale nie wiedział co odpowiedzieć i kłaniał się tylko.
Enfin, nie trzeba sobie zatruwać tych pierwszych chwil powrotu, ty to będziesz pamiętał... — rzekła