Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Półdjablę weneckie.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 95 —

stanie w moje ręce i na naukę do mnie, to mu tę siarczystość precz wyżenę, i będzie taki spokojny i miękki jak zechcę.
Maciek się wszakże nie uląkł już nawet groźby, wzdychał tylko, jakby mówił w duszy: »Patrz kobieto, co ja cierpię dla ciebie!«
Klepnął go po ramieniu majster.
— Ty do mnie na służbę; a żeby dystrakcji w domu nie było, Marjetta natychmiast do Werony do ciotki pojedzie, która jest furtyanką u panien Franciszkanek. Zamkną ją na ten czas pod klauzurę...
Maciek znacznie z humoru spadł.
— E! proszę jegomości, rzekł, a długoż to tego ma być?
— Dopóki z terminu nie wyjdziesz.
— Naprzykład?
— Różnie! rok, dwa, trzy...
Chłopiec zaczął głową kręcić.
— Widzisz Maćku, odparł Konrad: ciekaw jesteś Pisma Świętego, przypomnijże sobie ile lat za Rachelę...
— A niech go tam i z Rachelą...
— To inaczej nie ma być, — zawołał majster — i nie będzie! jak twoja wola! Myślałeś, że cię od razu jak kota... z pozwoleniem, do sadła puszczę... O! o! nie głupim! Nie zrobiłbym ja cię szewcem i za lat dziesięć, gdybyś przy Marjecie terminował...
Maciek zamilkł.
— A cóż będzie? — spytał Konrad.
— Co ma być, proszę jaśnie pana... czy to dwa lata długa rzecz? to furknie jak skowronek, to ich i niema, kiedy wisieć to wisieć... słowo się rzekło...
Skłonił się do nóg Konradowi, a zawahawszy się, padł całując je.
— Tyś mi był ojcem, rzekł płacząc — pobłogosław, już inaczej być nie może...
Patrząc na tę scenę, szewczysko otarł okulary i rzekł w duchu: »Musi to być dobre chłopię, więc wola Boża...«
— Panie majstrze, oddaję go wam i proszę, bądźcie mu rodzicem łaskawym.
— Nie bójcie się — zawołał Nani, dając poufnie znak głową — nie stanie mu się krzywda, ale nowicjat szewski odbyć musi, to darmo...
Po krótkiej rozmowie urywanej i niezbyt wesołej, Nani wyszedł zapowiadając chłopcu, żeby pana nie opuszczał, dopóki on będzie w Wenecji, a do Marjetty się zbyt często nie wykradał, bo za wczasu pociągacza spróbować może.