Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 3.pdf/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A wiécie co? rzekł Tomiło.
— Naprzykład?
— Dajcie mi swoją barwię, pójdę na chwilkę i powrócę.
— Hm? a jak tam Was dworscy zaczepią, gdyby swego i nie będziesz się im umiał wykręcić, to cię wezmą i popadniesz w biédę, a z Tobą i ja. —
— Bądźcie o to spokojni, odpowiedział Tomiło — dam sobie rady. Teraz mrok niełatwo kto w nos mi zajrzy, a choćby i zaczepiono, nie już nie mam głowy na karku?
— Ja bo przeczuwam jakieś licho?
— Kubek Wasz pełen! zawołał Tomiło, Wy bo dziś nic nie pijecie. —
— Już mi i tak w głowie kręci.
— Do Was, Panie Brożek!
— A dacie mi barwę na półgodziny?
— Kiedyżbo straszno do licha!
— Czegoż się boicie, ja to pojdę, nie Wy, i ręczę, że za półgodziny powrócę.
— Ależ bo Wam pilno do téj Juljanny, któréj pewnie i nie zobaczycie!
— Chodźcie przemienim suknie i postawię