Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 2.pdf/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Witajcie nam, bohatérze, rzekł Mniszech, witajcie! jużeście swoje ukończyli przecie, i hetmaństwo zdali, możecie więc spocząć z nami.
— Nareście, po całym dniu znoju, odpowiedział Jan Karol zrzucając z siebie ciężką szubę. — Nareście chwila folgi. Ale bo też naszego prowadzić niekarnego i swawolnego żołnierza, nie łacna rzecz! No! daj Boże w dobry czas, wwiedliśmy i my swoich. Może już myśléli Panowie Radziwiłłowie, że się i na dziesiątek ludzi, przeciw ich tłumom, nie potrafimy zdobyć! Ale jakkolwiek naszych mało, wolę ja tę trochę, od ich tysiąców! Mój to żołniérz co go znam dobrze i nie zawiedzie mnie, kiedy trzeba będzie począć co.
To mówiąc Jan Karol witał się i podawał ręce.
— Wszystko więc z naszéj strony gotowo na przyjęcie? spytał Kasztellan.
— Wszystko — rzekł Starosta Żmudzki, Xiężna tuż, umowa na stole, wojsko i działa dokoła — termin blizki. Czekamy Ichmościów Panów.