Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tylko co tych słów domawiał, aliści znowu postrzegł za sobą owych dwóch, niedaleko stojących, jakby czatowali na co.
— I Ichmość do gospody? spytał kłaniając się im trochę.
Jeden z nich odpowiedział.
— I my? a WMość tu po co?
— Chcę sobie wińska dostać — odpowiedział Brożek.
— Nie dostukasz się, rzekł drugi zbliżając się nieco, chyba my ci pomożem.
— Dam ja i sam rady, odpowiedział Brożek.
— O nie! mówił daléj ten co wprzód nieznajomy. Teraz byś i do dnia stukał, nikt ci nie otworzy, ale poczekaj no, niech no ja ci pomogę.
To mówiąc obcy poszedł minąwszy wrota do okiennicy, przez któréj szczeliny świeciło się, i wsunąwszy rękę w wycięte serce w pośrodku, trzy razy w szybę zapukał.
— A kto tam, zapytał głos ze środka.
— Swój, od Kardynalji — otwórzcie z ulicy.
— Zaraz — I słychać było chodzenie, stąpa-