Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A to coś osobliwszego, rzekł po chwilce, na licha osobliwszego! nu! nu!
W tém szelesnęło coś podle niego; P. Brożek który się był cały w bramę wcisnął, odwrócił się.
Po za nim stali dwaj jacyś ludzie i patrzali na niego szepcąc — dostrzegł ich łatwo Brożek i zaraz odwróciwszy się nie tracąc fantazji, rzekł.
— Ho! JMość Panowie! czy nie moglibyście mi powiedziéć, co się Malcherowi stało, że się go dobudzić nie można?
Ichmość nic nie odpowiedzieli, lecz znowu szeptali między sobą.
Mając na nich jakieś podejrzenie P. Brożek, że go chcą obedrzéć, nie sądził rozumném dłużéj do wrót stukać, żeby go z tyłu nie pochwycili, odszedł więc od bramy i poszedł daléj, z nienacka oglądając się po za siebie. Ci dwaj, których widział wprzód, zdaleka i powolnie pociągnęli się za nim. To go zastanowiło, ale jeszcze nie stracił odwagi i śmiało posunął się ulicą ku Ratuszowi, gdzie się spo-