Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Trzeba tedy WMości ab ovo rzecz całą opowiedziéć, rzekł kiwając głową Barberjusz. Ale widzę że P. Burczak oczy klei, czas by nam do swojéj izby. Pójdź no zobacz Panie Brożek co się tam dzieje.
P. Brożek zerwał się od dzbanka z którego męty i ostatki piwa zcedzał i poszedł obaczyć. Tym czasem Burczak pozabiérał misy, dzban i kubki, w szafie je poustawiał i dobywszy różańca, zabiérał się modlić.
— Wyraźnie nas WMość wypraszasz, rzekł do niego Barberjusz.
— Boć i dawno czas już spać, rzekł stary.
Wtém wszedł Brożek i machnął ręką.
— Ani myśléć tam iść, rzekł prędko, kaci wiedzą po co; rozpalili ognia w piecu stróże i swąd zabijacki wziął się w izbach, żeby tam i koń nietylko człowiek nie wytrzymał. Nawet służba się na wschody obozować wyniosła.
— A cóż będzie? gdzie będziemy spać? zawołał Barbier.
— Gdzie sobie chcecie! odpowiedział Burczak.