Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dozorca umilkł, a tym czasem zeszli w podwórzec znowu i on powiódł ich ścieżką ku galerji drugiéj, a galerją ku swojéj izbie, w któréj widzieliśmy światło, widne z okna od ulicy. Tu wszedłszy uczuli podróżni nasi ciepło i rozbiérać się poczęli. Izba P. Dozorcy niedaleko wrót od Sawiczéj ulicy położona, była wielka, z oknami na tyły dającemi; wielka bo części w niéj goście konieczną czynili obszerność. Sklepiona była, nie wysoka. Jedno okno z niéj wychodziło w ulicę, drugie z boku, mimo prawa w cudzy podwórzec. Było wprawdzie mniejsze, kraciastsze, ale zawsze w cudzą kamienicę patrzało. Milczał jednak sąsiad, dla tego zapewne, że wychodziło z pałacu Chodkiewiczowskiego. W kącie izby stało łóżko P. Burczaka, a raczéj tapczan, skórą tylko wyszarzaną niedźwiedzią pokryty, nad którym wisiał krucyfix w święcone zioła ubrany, gromnica żółta, wstążką związana, obrazek patrona jaskrawy, palma Kwietniowéj Niedzieli i szabla na kawałku makaty goździami przybitym połyskująca. Proste ławy otaczały izbę, pro-