Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się któryś z młodszych, obrał Jegomości na ten obowiązek, znacieście go spełniać najzdolniejsi, choć i trudny i nudny. A u Panów naszych zasługa niestracona.
— Łaska pańska na pstrym koniu jeździ, odpowiedział Burczak wlokąc się po wschodach, po których w ciemności podskakiwali potykając się podróżni. Ot siwe już włosy, a jeszcze klucze noszę i jak wrótny pracuję. Jeszcze u stryja Pana Starosty miałem zasługi, a wszystko czém było, tém i jestem. Oj życie, Mosanie, życie!
— Cóż chcecie, rzekł jeden, każdy ma swego mola co go gryzie.
— I dalipan nie każdy, odmruknął Burczak prowadząc ciągle podróżnych. A ci panowie nasi, jak i Pan Starosta nie przymierzając, to sobie sami tych molów naprowadzają. Ot i teraz! Tać to jak do wojny idzie!
— Niechybnie do wojny — rzekł P. Barberjusz.
— No! a na co to wszystko?
— Co tam nam w to wchodzić Panie Burczak!