Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Słuchaj no dalej, rzekł — ja tu przyjechałem dla interesu i nie miałem zabawić dłużej jak dni parę, ale zostanę wiele potrzeba, aby Słomińskich ratować i tobie być pomocnym.
— Kochany stryju — przerwał Eljasz... ale ja niemam żadnych projektów, ani mi się śni...
— To niech ci się przyśni! zawołał stryj, miej projekta... proszę, zaklinam, kochany Jaszku. Widzisz moją łysinę, mam lat pięćdziesiąt, nie licząc drobnych, i sto razy na dzień żałuję żem się nie ożenił, ciebie więc, przy pierwszej zręczności postanowiłem swatać przebojem.
Lecz, wracajmy do Słomińskich — dodał. Znam ja doskonale i pana Eustachego, starszego brata, a nie dziwię się, że go się lękają. Najgładszy w świecie, najsłodszy, najmilszy, najumiejętniej rozprawiający o moralności człowiek, a najprzewrotniejszy. Czyhał zawsze na cudze. Co gorsza ma u ludzi mir i wiarę.
— On jest tutaj... rzekł Eljasz.
— To nie darmo — odparł stryj, ale my też tu jesteśmy, i coś przecie potrafimy, stając w obronie biednych ludzi.
Co się tyczy br. Pantera — oryginalna to postać — w gruncie może nie tak zły, jak wyobrażający sobie, iż wielkie machjawelstwo daje w świecie znaczenie Punkt honoru ma w tem, by nadzwyczaj okazać się przebiegłym i kutym. Paschalski — dokończył stryj — po prostu łajdak... i nie ma mówić o czem...
Oba może rachują na to, aby pannę lękającą się pana Eustachego pochwycić, obiecując jej czułą nad ojcem opiekę. Wszystko to, przy pomocy bożej — my we dwu, pochlebiam sobie, sparaliżujemy.
Zatarł ręce wesoło...
— Aż mi w sercu poweselało — że ciebie tu spotykam i taką poczciwą robotę...
Uścisnął bratanka... Nad wieczór, szepnął mu na ucho — jedziemy oba do Słomińskich, a dla obałamucenia tych, coby nas śledząc i domyślając się do-