Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nikt jakoś nie odpowiedział. Paschalski przeszedł się niecierpliwie, przecisnął do krzesła gospodarza i, oparłszy na poręczy, począł półgłosem:
— Wiedzą wszyscy co grają w operze — ale co ministeryum nam zagra na centralistycznych cymbałach... o to się nikt nie troszczy.
— Pieśń konstytucyjną! — rzekł, śmiejąc się Troiński — do której chóru zabraknie.
— W obcym języku i obcą nutą — dodał Paschalski, i tą pieśnią niemiecką, będą się napawać, będą jej tylko używać z łaski Bożej urodzeni do przywileju rozumienia i używania konstytucyi — my zaś, solo, zaśpiewamy Tadeusza, cha! cha!
W ten sposób, nie mogąc z pomocą teoryi swej naprowadzić rozmowy na przedmiot, którego sobie życzył Paschalski, wpędził ją praktycznie na tory żądane.
Słomiński się uśmiechnął uradowany.
— Cóż panowie myślicie — zawołał, zapominając się — jakie my stanowisko zająć mamy wobec centralizmu?
Spojrzano po sobie, mówić czy nie, gdy Troiński,homo novus, odważny zawsze i otwarty, odezwał się, nie zważając na wejrzenia, jakiemi nań miotano:
— Byłoby to zaprawdę wielkiem szczęściem, żebyśmy choć głupstwo jakie, zgodnie i wspólnemi siły zrobić potrafili, miałbym i to już za rodzaj tryumfu! Dotąd udaje się nam niedorzeczności popełniać, każdy na swoją rękę, a co najwięcej odegrać je na cztery lub sześć.
Ubodło to jednego z doktrynerów, stojącego na stronie, który zapomniawszy zupełnie o Paschalskim, począł gorąco:
— Kraj nigdy z niczego nie kontent, to darmo, dyabeł mu niedogodzi. Idziemy z opozycyą, wołają nam od Kołomyi i Przemyśla: — Głowyście potracili...