Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Szczęśliwy człowiek — bo, proszę ja pana, kobieta, która przebyła wszystko. Skosztowała już wszystkiego, której się marcepany przejadły... musi być żoną w świecie najlepszą... W dodatku już mu nie zestarzeje, jest kunsztownie zrestaurowaną i wyemaliowaną, tak, że ząb czasu nadwerężyć jej już nie jest w stanie... Szczęśliwy, zaprawdę szczęśliwy człowiek, gdy ja — gdy mnie — niepozostało teraz, jak zwrócić się tam, gdzie krew woła, ku córce bankiera Rosenmayera! Idzie tylko o to... ażeby przed wypłatą posagu nie zbankrutował... panna bardzo ładna... i bezwyznaniowa, jak ja...
Widząc, że mu p. Eustachy nic nie odpowiada, a nawet nie słucha, rozśmiał się sucho, ukłonił, kapelusz włożył na głowę, laskę na ramię i wyszedł z wielkim szykiem... poświstując...




Pana Aniela szła oparta na ręku pana Augusta, milcząca i przybita, oczów nań podnieść nie śmiejąc. Przed jedną z kawiarni, których krzesła wystawione na ulice zapraszają przechodniów, znużona, słabym głosem poprosiła o chwilę spoczynku... Nie było tu nikogo prawie, pan August zrobił miejsce, i kazał podać wody, której zażądała.
— A, panie — rzekła patrząc w ziemię panna Aniela, co pan myślisz o mnie! W jakiem położeniu znalazłam się zmuszona bronić ojca! Daruj mi pan! Rozpacz mi to podyktowała... Zaklinam go, ani słowa o tem panu Eljaszowi... Pan znasz położenie moje.. Straciłam głowę...