Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szych lekarzy wiedeńskich, mających wysokie urzędowe stanowisko.
Przychodził prosić, aby i on był łaskaw zaszczycić dom jego bytnością swoją.
— Ze smutną prośbą przychodzą do pana Konsyljarza — rzekł wzdychając, ale są w życiu okoliczności, położenia, surowe nakazy obowiązków, od których, mimo tego co ich spełnienie kosztuje, uwolnić się uczciwy człowiek nie może... Jestem w najokropniejszem położeniu, mam jednego, drogiego mi, kochanego brata, który ze zmartwień po klęskach jakie naszą ojczyznę dotknęły, dostał rodzaju obłąkania... Majątek rujnuje, jedyna córka bez opieki, wreszcie w każdej chwili niebezpieczeństwo jakiegoś szalonego kroku, zmuszają mnie...
— Naturalnie — do proszenia o kuratelę, — rzekł doktor...
— Tak jest, szanowny konsyljarzu — ale nadewszystko chciałbym ażeby choroba została skonstatowaną, uznaną. Dla tego proszę pana konsyljarza jako świadka... Brat mój będzie wieczorem jutro u mnie. Rozmowa weźmie obrót patryotyczny — wyda się niewątpliwie z manią swoją. Muszę tylko, pana konsyljarza uprzedzić, iż w zwykłych życia warunkach, może złudzić najbieglejsze oko — jest zupełnie rozsądny... a mimo to ma manię uznawać się jakimś nieboszczykiem, przed dwóchset laty zmarłym — zesłanym na świat z jakiemś posłannictwem od Boga...
Konsyljarz głową potrząsał milczący; pan Eustachy zapewniwszy się o jego bytności, pożegnał się i poszedł dalej. Jako mąż baczny i wszystko przewidujący, udał się ztąd wprost do drugiej znakomitości lekarskiej, dr. S., który zajmując się szczególniej leczeniem chorób umysłowych, wielu nieszczęśliwym dawał przytułek w domu, na ten cel przez się utrzymywanym.
Zdala tylko słysząc o dr. S... pan Eustachy zostawił go sobie na ostatnie danie, będąc aż nadto pe-