Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wet o kasztelanii — bardzo wątpię. O żadnym kasztelanie Rżewskim, nigdy mi się słyszeć nie zdarzyło. Bądź co bądź, sięgnąć takiemu szlachetce po rękę córki hetmańskiej.
— Ależ — tatku... ja...
— Proszę cię... wiem co powiesz, odezwał się stary... że jesteś po prostu panna Słomińska. Masz poniekąd słuszność, zawsze jednak dziś córka przybrana Hetmana Koniecpolskiego. Pomimo to, jeśli się okaże wola Boża...
— Mój ojcze, proszę cię, nikt o tem nie myśli.
— No — no — niech i tak będzie — milczę — chciałem cię tylko uprzedzić, abyś daremnej troski nie miała.
O godzinie ósmej zjawili się oba panowie Rżewscy, z twarzami umyślnie wesołemi, aby od razu ton dać rozmowie lekki i starego rozerwać, niedopuszczając marzeń i egzaltacyi. Pan August zaopatrzył się wcześnie w anegdotki brukowe. Aniela zapobiegając pozostaniu sam na sam z nim ojca, nie oddalała się już ani na chwilę, i przyczyniała także do utrzymania wesołości, chociaż smutno jej było w duszy.
Słomiński też tego dnia był w humorze lepszym i nie okazywał zniecierpliwienia, jak zwykle, gdy mu niedopuszczano mówić o jego posłannictwie. Nadszedł wreszcie i Dr. Hurko, który przyniósł z sobą świeże plotki i humor starego wiedeńskiego stutzera. Wprawdzie dziś już wcale do niego nie był podobnym, niegdyś jednak liczył się do świetnej młodzieży — przed laty trzydziestu, a to mu zawsze zostało w pamięci. Znał wszystkie ulubienice teatralne publiki wiedeńskiej, wszystkie znakomitości Burgu, wszystkie brukowe popularne postacie i na pamięć umiał kronikę salonów i dworu. Nie wszystko z niej dawało się użyć do zabawy towarzystwa, w przytomności panny Anieli, bo kronika wiedeńska ledwie męzkim uszom i to dobrze otrzaskanym,