Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gdzie idą ci co chcą się choćby pochwalić tem, że u Sachera jedli. W istocie jadło tu jest przedziwne, ale dobry ton jeszcze je czyni ponętniejszem, bo należy do dobrego tonu nie jadać gdzieindziej. W Stadt-Frankfurt kuchnia ma być zdrową i nie bardzo drogą, tu drogą jest, nie koniecznie zdrową, ale ma sławę wykwintnej. Sacher ma oprócz dwóch wspólnych saloników, cały szereg ciemnych gabinetów, w których czułe serca szukają drogo opłaconego przytułku.
Panowie Rżewscy wszedłszy znaleźli już z teatru powracających gości tłum wielki. Nie zbywało na ziomkach. Stale mieszkający w Wiedniu stołują się we Frankfurcie, ale przejeżdżający wolą Sachera. Tym razem ze znajomych spostrzegli tylko pana Eustachego Słomińskiego, któremu towarzyszył i ugaszczał go Paschalski. Butelka szampana stała obok nich w lodzie, a pulardę właśnie krajali, gdy Rżewscy ukazali się w progu.
Ponieważ o miejsce było przytrudno, Paschalski wstał nadzwyczaj uprzejmie ofiarując nietylko stolik do podziału ale — objawiając nadzieję, że pozwolą się prosić na wieczerzę.
— Miejsce u stolika — przyjmujemy chętnie — odezwał się pan August, ale darujesz mi pan zaprosić się nie daję, bo mam za zasadę niezmienną jeść za swoje pieniądze... i pić także. Wszyscy co mnie znają poświadczą panu, iż od tej zasady nie odstępuję.
Niechciał unikając tych panów Rżewski, pokazać im wstrętu, i zasiedli wszyscy u jednego stolika. Pan Eustachy, jak zwykle, był spokojny, majestatyczny, z czołem pogodnem. Jadł zwolna i po smakoszowsku, pił pomalutku, mówił mało i z rozmysłem, patrzał i słuchał z uwagą wielką.
Paschalski, który był tego najpewniejszym, iż wracają od Słomińskich, zagadnął zaraz gdzie wieczór spędzili, a pan August, choć to było nieco ryzykownem, pospieszył skłamać że byli w teatrze.